Nazywam się Andrzej Wilusz i od zawsze patrzyłem na świat przez pryzmat obrazu.
Zanim w moich dłoniach pojawił się aparat, były kredki, farby i dziecięca wyobraźnia bez granic. Już jako dziecko tworzyłem swoje małe arcydzieła – czasem nieporadne, czasem zaskakująco dojrzałe, ale zawsze szczere. To właśnie wtedy narodziła się potrzeba opowiadania historii obrazem.
Z biegiem lat naturalnie wkroczyłem w świat cyfrowy. Grafika komputerowa – zarówno rastrowa, jak i wektorowa – stała się moim kolejnym językiem. Tworzyłem, eksperymentowałem, poznawałem przestrzeń 3D. Każdy projekt był krokiem dalej, ale wciąż czegoś brakowało – prawdziwych emocji, autentycznych historii, które dzieją się tu i teraz.
I wtedy pojawiła się fotografia.
Najpierw nieśmiało, później coraz odważniej zaczęła wypełniać moją codzienność. Z czasem stała się czymś więcej niż tylko pasją – stała się sposobem patrzenia na ludzi i ich historie. W 2010 roku sfotografowałem swój pierwszy ślub. To był moment przełomowy. Zrozumiałem, że chcę zatrzymywać chwile, które dla innych są bezcenne.
Tak narodziło się Lightbusters.
To nie tylko nazwa – to podejście. Światło, emocje, autentyczność i historia, którą opowiadam obrazem. W mojej pracy najważniejsza jest pasja – to ona prowadzi mnie przez każdy reportaż, każde spojrzenie przez wizjer aparatu.
Od tamtej pory minęło wiele lat, setki historii i tysiące kadrów. Ale jedno się nie zmieniło – wciąż szukam tych samych rzeczy: prawdziwych emocji, naturalnych momentów i światła, które nadaje im wyjątkowy charakter.
Ta podróż nadal trwa. I będzie mi niezwykle miło, jeśli pozwolicie mi stać się jej częścią w jednym z najważniejszych dni Waszego życia.